poniedziałek, 23 lutego 2015

Z tęsknoty...






Słońce za oknem, temperatura w końcu nieco drgnęła i łaskawie zapowiada nadejście upragnionej wiosny. Nie wiem jak wy ale ja w tym roku bardzo się za nią stęskniłam. Nie mogę juz patrzeć na szare bezlistne drzewa i suche trawniki. Mam ochotę rzucić się na to trawsko z grabiami, ale obawiam się, że ręce by mi chyba odmarzły. Staram się umilić sobie ten okres wprowadzając do codzienności troszkę koloru i wypytarując chociaż najmniejszych zwiastunów ukochanej wiosny.

Na poprawę samopoczucia, biegnę na aerobik. Codziennie spędzam kilkadziesiąt minut w lesie, towarzysząc czworonogowi. Dzięki temu rytuałowi nie tylko mam święty spokój bo zmęczony pieseł odsypia spacer, ale również podreperowałam swoją odporność i "odpukać" nie pamiętam nawet kiedy byłam przeziębiona. Broń masowego rażenia na złe samopoczucie, ratunek dla bliskich i znajomch będących w niebezpieczeństwie w czasie kiedy mam ochotę "wszystkich pozabijać" (każda kobieta powinna wiedzieć co mam na myśli) ;) jest bieganie! Zakochałam się w nim w czasie zeszłorocznych wakacji. Zaczynałam stopniowo zgodnie z programem treningowym dla pocąztkujących biegaczy który znalazłam tutaj. Przyznaję się bez bicia, że zrobiłamsobie małą przerwę w grudniu. Okres świąteczny i kilka mroźnych dni, takich z temperaturą poniżej -15°C żeskutecznie mnie zniechęciły, ale jak wiadomo zima w tym roku była bardzo łaskawa i wróciłam bardzo szybko na dobrą drogę :).
Polecam!

Pozdrawiam i ściskam wszystkich meteopatów i bóle głowy zalewających kawą... damy radę :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz